Piotr Puciński: Imigranci – koń trojański naszych czasów?

Dynamika, częstotliwość, a przede wszystkim szczegółowa diagnoza przyczyn i skutków znaczących wydarzeń zachodzących w otaczającym nas świecie, często prowadzą do poszukiwań sytuacji z przeszłości, wykazujących w pewnych punktach zbieżności. Analogia zdarzeń teraźniejszych z przeszłymi czasem pozwala wręcz na śmiałe stwierdzenie: historia lubi się powtarzać. Wielowątkowe rozpatrywanie być może największego problemu pierwszej połowy XXI wieku, jakim jest napływ imigrantów i uchodźców, głównie muzułmańskiego wyznania na kontynent europejski, pozwala dostrzec w możliwych skutkach tego zagrożenia podobieństwa do historii legendarnego konia trojańskiego. Był on narzędziem podstępu do zdobycia przez Achajów Troi. Postawienie obok tej historii imigranckiej fali, z jednej strony niekontrolowanej i chaotycznej, a z drugiej być może wynikającej z konkretnej i planowej polityki określonych państw.

Natężenie ludności muzułmańskiej (i nie tylko) kierującej się do Europy rośnie aktualnie w zatrważającym tempie. Proces ten nabiera na sile od lat 60. ubiegłego wieku, kiedy to miała miejsce pierwsza fala napływu imigrantów liczona w setkach tysięcy i osiedlająca się głównie we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii. Kolejne dekady niosące wiele zawirowań geopolitycznych, konflikty zbrojne oraz względy ekonomiczne prowadziły do rozszerzenia skali omawianego zjawiska na Włochy, Austrię, kraje Beneluksu i Skandynawię. Aktualnie w skali ogółu muzułmanie stanowią zwykle 3-6% ludności (liczby te są zwykle kilkukrotnie większe biorąc pod uwagę ogół obcokrajowców lub pochodzenie rodzinne). Być może po szybkim zastanowieniu dane te nie robią wielkiego wrażenia. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę fakt, że imigranci żyją zwykle w dużych skupiskach na obszarach największych miast wygląda to już zgoła inaczej. Londyn czy Lozanna to ponad 1/3 obcokrajowców. Marsylia, Amsterdam, Sztokholm czy Malmö zamieszkiwane są w około czwartej części przez imigrantów. Skrajnymi przypadkami ściśle pod kątem ludności wyznania islamskiego są: Birmingham, Monachium, Rzym, Paryż czy Lyon, którego połowa ludności to muzułmanie! Tendencja do tworzenia większych skupisk ma swoje ujście w owianych złą sławą gettach, całkowicie odciętych od rdzennej ludności, a coraz częściej i lokalnej prewencji. Niemożność i niechęć do asymilacji, czy po prostu nawiązania zwykłych, zgodnych z prawem i naturalnych dla naszej cywilizacji stosunków to wynik całkowitej odrębności kulturowej. Swoje ujście ma ona również w działalności przestępczej, a zdarza się, że i w terrorystycznej. Aby nie posługiwać się ogólnikami, warto w tym miejscu przytoczyć konkretne wydarzenia oraz dane statystyczne stanowiące potwierdzenie powyższych tez i zarzutów.

Na początku sierpnia przez islandzką policję został zatrzymany Nigeryjczyk ubiegający się o azyl. Powodem było celowe zarażanie kobiet wirusem HIV. Podobny przypadek miał miejsce przed kilkoma laty w Polsce. Simon Mol, z pochodzenia Kameruńczyk, zasłynął w Polsce przyznaniem tytułu „antyfaszysty roku 2003”. Tytuł przyznany został rzecz jasna przez stowarzyszenie „Nigdy Więcej”. W 2013 roku w biały dzień na ulicach Londynu zamordowany został brytyjski żołnierz. Jeden z czarnoskórych morderców wykrzykiwał na nagraniu: „Nigdy nie będziecie bezpieczni”. Praktycznie każdego dnia Internet obiegają nagrania potwierdzające, że obywatele wielu państw Europy rzeczywiście nie są bezpieczni, stając się obiektami brutalnych napadów imigranckich grupek. Ofiarami są zwykle kobiety. Do aktów przemocy dochodzi w miejscach publicznych, w sklepach czy środkach transportu, które są przecież w większości przypadków monitorowane. Jest to dowód na poczucie kompletnej niekarności i lekceważenia prawa. Przykrym jest fakt, że sprawcy napadów i pobić zazwyczaj pozostają zupełnie bezkarni, bądź skazywani są na wyroki nieproporcjonalne do przestępstwa. Jako przykład może tu posłużyć zbiorowy gwałt na 30-letniej Szwedce, określony przez prokuraturę: „najgorszym przestępstwem gwałtu w historii kraju”. Ofiara została zwabiona przez Afgańczyka do schroniska dla ubiegających się o azyl. Siedmiu uchodźców zostało skazanych od 4,5 do 6,5 lat więzienia z możliwością skrócenia kary! Podobny przypadek miał miejsce w Fiuggi (pod Rzymem) gdzie grupa północnoafrykańskich mężczyzn zgwałciła i próbowała zabić szefową ośrodka dla imigrantów. 48-letnia kobieta została więc ofiarą tych, którym niosła pomoc. Warto dodać, że sprawcy byli 3-krotnie młodsi. Zbieżne zdarzenia, w których ucierpiały osoby promujące masowe sprowadzanie imigrantów, wymuszające na państwie i obywatelach ich finansowanie i – a jakże – pełną tolerancję w myśl politycznej poprawności, miały miejsce również w kilku innych państwach. Krzywda spotyka również najmłodsze osoby. Sąd w Londynie skazał członków muzułmańskiego gangu. Niektóre z zgwałconych i torturowanych dziewczynek miały tylko 11 lat. W sumie liczba ofiar sięgała ponad 1,4. tysiąca! Zwykle tego typu zdarzenia są kompletnie pomijane w światowych mediach bądź przekazywane w spreparowany sposób, aby zdezinformować opinię publiczną. Nie inaczej było po zbiorowym gwałcie na pokładzie fińskiego promu. Media obwieściły, że gwałtu mieli dopuścić się Szwedzi. Zbadanie sprawy przez odpowiednie organy wykazało, że siedmiu podejrzanych to Somalijczycy, a ósmy jest Irakijczykiem. Medialne zagrywki unikające przedstawiania prawdy i okłamujące odbiorcę mają w ostatnim czasie ogromne natężenie w aspekcie problemu imigrantów. Powrócę do tej kwestii jeszcze nieco później.

Po zapoznaniu się z wyżej wymienionymi zdarzeniami z pewnością część osób w dalszym ciągu nie dostrzegających zagrożenia rzeknie: to tylko pojedyncze przypadki, nie można uogólniać. Stąd koniecznym staje się przedstawienie garści statystyk, ukazujących szersze spektrum problemu. Jak już wspomniano obcokrajowcy stanowią w państwach zachodnich i skandynawskich od kilku do kilkunastu procent ogółu ludności, z czego muzułmanie to zazwyczaj przedział 3-6 %. We Włoszech jest to dolna granica tego przedziału, a mimo to trzecią część więźniów stanowią obcokrajowcy, z czego gros to muzułmanie. Wskaźnik przestępstw seksualnych popełnianych przez przybyszów z Afryki czy Azji jest jeszcze większy i sięga 40%. Imigranci odpowiadają za ogromną większość przestępstw w Berlinie – aż 80%. Jednym z pierwszych krajów, który kilkadziesiąt lat temu zaczął odczuwać brzemię ludności napływowej była Francja. Ma to wyraźnie swoje odzwierciedlenie w liczbach. Raport posła partii UMP Guillaume’a Larrivé podkreśla, że ponad połowa więźniów we Francji to islamiści. Badania wskazują ponadto iż młodzież z rodzin imigrantów popełnia od dwóch do czterech razy więcej przestępstw od młodych Francuzów. W niechlubnej klasyfikacji brylują nastolatkowie m.in. z Senegalu czy Somalii. We Francji dużej wagi problemem jest tworzenia gett przez imigrantów. Portal Valeurs actuelles wskazuje, że tereny te są tożsame z najbardziej niebezpiecznymi obszarami kraju. Dodatkowo warto przytoczyć raport Biura do spraw Obserwacji Przestępczości, który ukazuje dane na temat spraw sądowych. Imigranci są sprawcami 75% kradzieży z użyciem siły, 25% przypadków niszczenia mienia publicznego i 85% przypadków kieszonkostwa. W Paryżu co trzeci morderca jest cudzoziemcem. Wątek Francji i jej fatalnej sytuacji wewnętrznej warto podsumować pełnym satysfakcji stwierdzeniem francuskiego MSW, po sylwestrze w 2013 roku, kiedy to podpalono „tylko” 1067 samochodów. W 2010 roku w Norwegii niemal co drugi sprawca gwałtów był imigrantem. Sytuacja zmienia się jeszcze na gorsze i w Oslo niemal każdy gwałciciel pochodzi z Afryki i Bliskiego Wschodu, o czym wspomniał rzecznik policji. Skrajnym przypadkiem najlepiej pokazującym jakie wzbogacenie europejskiej kultury niosą imigranci jest Szwecja. Od kiedy w latach 70. stała się krajem wielokulturowym, ilość przestępstw wzrosła o 300%, a gwałtów o 700% (ich liczba w 2014 roku wynosiła 6620). Większą ilość gwałtów odnotowuje się tylko w afrykańskim Lesoto. Niechlubne statystyki są usilnie ukrywane przez szwedzkie władze i media. Jednak jak wykazał raport dotyczący przestępczości imigrantów w 2002 roku 85% skazanych na co najmniej dwa lata więzienia za gwałt stanowili imigranci.

Myślę, że powyższe fakty i statystyki z krajów Europy Zachodniej i Skandynawii pozwolą w lepszym stopniu zobrazować zagrożenie jakie niesie niekontrolowany napływ imigrantów, głównie wyznających islam, tak dla Polski, jak i pozostałych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Głos sprzeciwu (a zarazem prawdy) przebija się już do szerszego przekazu nie tylko z ust nielicznych nacjonalistów, ale także najważniejszych polityków państw europejskich, profesorów, socjologów, a nawet niektórych mediów. Zdecydowany opór płynie z Węgier, Słowacji i Czech. Z niemal jednolitego stanowiska Grupy Wyszehradzkiej (przez niemiecki dziennik Suddeutsche Zeitung nazwanej „Czwórką bez litości”) wyłamują się tylko działania polskiej władzy, tradycyjnie bezkrytycznie gotowej na narzucone dyrektywy z Berlina. Realne i szybkie działania premiera Orbana są możliwie skuteczną obroną Węgier przed największym i najbardziej odczuwalnym obecnie natężeniem napływu imigrantów. Niestety cierpią na tym mieszkańcy Budapesztu i pozostałych miast, zwłaszcza w kierunku austriackim. Dewastacja i okradanie sklepów, pól czy dworców, w których stacjonowali niechciani przybysze, jest na porządku codziennym. Mimo to imigranci spotykają się z pomocą w postaci darmowych autokarów czy żywności, którą jak mieliśmy okazję widzieć w większości ostentacyjnie wyrzucają. Należy nadmienić bezpośrednią retorykę lidera Fideszu, akcentującą chrześcijańskie korzenie cywilizacji europejskiej. Nie są to słowa bez pokrycia. Kultura, a właściwie (z perspektywy Europejczyków) jej brak, jaką niosą ze sobą muzułmanie nie zdała w żadnym stopniu egzaminu przez kilkadziesiąt lat i nie zapowiada się aby miały nastąpić jakiekolwiek zmiany w tym aspekcie. Warto w tym miejscu przytoczyć opinię ks. Josepha Shimshona Al-Bazi, więzionego i torturowanego przez islamistów. Stwierdził on iż muzułmanie żyją dobrze z chrześcijanami tylko wtedy, kiedy są w zdecydowanej mniejszości. Natomiast kiedy proporcje się powoli odwracają muzułmanie wykluczają współistnienie dwóch religii. Proporcjonalny wzrost ilości imigrantów z jej działaniami wynikającymi wprost z wiary potwierdza tę tezę. Przed laty wybitny historyk i twórca nauki o cywilizacjach – Feliks Koneczny, zauważał że pierwszym prawem dziejowym cywilizacji jest dążenie do ekspansji. W przypadku napotkania na inną równie silną, czy też ścierania się na jednym terenie, prowadzi to do walk. Najważniejszym wnioskiem jest jednak brak możliwości powstania syntezy z różnych cywilizacji. Jest to całkowite zaprzeczenie dla tak propagowanego współcześnie kosmopolityzmu.

Odbiegając od aspektu kulturowego, cywilizacyjnego, etc., warto zastanowić się jakie są tak naprawdę przyczyny migracji ludności z Afryki i Bliskiego Wschodu. Nie da się ukryć, że głównymi powodami są konflikty zbrojne, powstanie terrorystycznego Państwa Islamskiego oraz ogólna destabilizacja w Libii, Iraku i Syrii. Nie trzeba specjalnego zagłębiania w zagadnienie, aby zauważyć, że ściśle związaną z powyższym jest polityka i interwencje wojskowe Stanów Zjednoczonych, przy wsparciu w różnym zakresie np. Izraela bądź Arabii Saudyjskiej. Geopolityczne przetasowania na mapie świata, a zwłaszcza na omawianym obszarze nie biorą się więc z przypadku. Fakt ten podnosił premier Słowacji – Robert Fico, który zauważył, że to nie Słowacja brała udział w destabilizacji państw arabskich, nie zrzucała bomb na Syrię i Libię, tym samym stanowczo nie zgodził się na branie odpowiedzialności za uchodźców. Sam konflikt w Syrii wart jest większej uwagi. W jego efekcie poza granice państwa uciekły 4 miliony ludzi, co stanowi około 17% ogółu. Jak Syria funkcjonowała przed amerykańskimi nalotami? Partia Baas sprawuje władzę od Czarnego Września – przewrotu wojskowego w 1963 roku. Po tym wydarzeniu państwo syryjskie ustabilizowało swoją suwerenność, gospodarkę i zarobki, stworzyło silny przemysł zbrojeniowy oraz zagwarantowało pełne prawa kobietom, a wszystkim obywatelom dostęp do bezpłatnej opieki zdrowotnej i edukacji. Mogli oni za średnią pensję swobodnie planować przyszłość. Syria była być może najbardziej wolnościowym krajem regionu. Mimo to powszechną stała się propagowana przez media krytyka reżimu Baszara al-Asada. Efektem wsparcia przez Stany Zjednoczone muzułmańskich rebeliantów jest zniszczenie sprawnie funkcjonującego państwa, śmiertelne zagrożenie dla chrześcijan, alawitów i żydów, które przyniosło już kilkaset tysięcy ofiar oraz migrację milionów. Warto przytoczyć w tym momencie jeszcze fragment raportu specjalnej komisji ONZ: „Wojna [w Syrii] jest w coraz większym stopniu prowadzona przez potęgi globalne i regionalne, przede wszystkim w imię ich interesów geopolitycznych” – nic więcej nie trzeba dodawać. Dochodzimy tu do sedna problemu. Tyczy się ono również samego transportu uchodźców do Europy. Ludzie, którzy rzekomo wszystko stracili, a jednak posiadają środki na drogi (rzędu nawet kilkunastu tysięcy euro) transport. Austriacki magazyn Direkt, powołując się na pracownika MON, informował że za finansowaniem migracji do Europy stoją amerykańskie fundacje. Kolejno omawiane elementy skłaniają nas do głębszej refleksji, postawienia pytań jaki interes mają Stany Zjednoczone, wraz z sojusznikami do wywoływania zbrojnej zawieruchy w regionie, który z racji różnorodności religijnej (zwłaszcza obecności radykalnych sunnitów) jest tykającą bombą. Zastanawiając się czemu kierunek migracji nie obejmuje po prostu państw regionu jak Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, możemy również doszukiwać się odpowiedzi w międzynarodowych układach. Te państwa, jak i np. Izrael kreują się na symbole swobód, demokracji i humanitaryzmu, a jednak całkowicie odcinają się od potencjalnego przyjęcia kogokolwiek z zewnątrz. Gdzie się podziało tak często wykorzystywane na arenie międzynarodowej hasło solidarności? Gdzie potrzeba niesienia pomocy słabszym i próby unormowania trudnej sytuacji? Gdzie tolerancja religijna?

Powyższe pytania nieprzypadkowo zostały postawione w tym miejscu. Ich sarkastyczny wydźwięk odnosi się do zarzutów postępowego mainstreamu w kierunku tej części społeczeństwa, która w Polsce imigrantom mówi – nie. Wyrzuty niechęci pomagania innym, braku empatii, itp., z wypominaniem przy tym nieumiejętności pojmowania czym jest chrześcijaństwo i czego od nas wymaga. Powtarzaną ostatnio niczym mantrę solidarność europejską najlepiej odczuliśmy choćby w Teheranie. Po drugie wiara katolicka, czyli argument na każdą okazję ze strony wojujących (ale tylko z katolikami) ateistów. Nie wdając się w głębsze rozważania tego absurdalnego zarzutu przypomnijmy słowa kard. Stefana Wyszyńskiego: „Nie oglądajmy się na wszystkie strony. Nie chciejmy żywić całego świata, nie chciejmy ratować wszystkich. Chciejmy patrzeć w ziemię ojczystą, na której wspierając się, patrzymy ku niebu. Chciejmy pomagać naszym braciom, żywić polskie dzieci, służyć im i tutaj przede wszystkim wypełniać swoje zadanie – aby nie ulec pokusie „zbawiania świata” kosztem własnej ojczyzny. […] Niestety, u nas dzieje się trochę inaczej – „zbawia” się cały świat, kosztem Polski. To jest zakłócenie ładu społecznego, które musi być co tchu naprawione, jeżeli nasza Ojczyzna ma przetrwać w pokoju, w zgodnym współżyciu i współpracy, jeżeli ma osiągać upragniony ład gospodarczy. Nieszczęściem jest zajmowanie się całym światem kosztem własnej Ojczyzny…”. Zajmijmy się w pierwszej kolejności realizacją wezwania Prymasa Tysiąclecia. Miliony Polaków żyjących w nędzy, setki tysięcy niedojadających dzieci, rosnąca emigracja, tysiące upadających firm, rozprężone relacje społeczne w narodzie – to wyzwania dzisiejszego dnia. Odpowiedzialność za tragiczny los wielu Syryjczyków czy Libijczyków spoczywa na tych, którzy rozpętali piekło w ich ojczyznach, a także wspierających tę zbrodniczą politykę.

Wróćmy do postawionej na początku artykułu tezy o analogii między koniem trojańskim a napływem imigrantów na Europę. W świetle przytoczonych faktów, historii, relacji między państwami, wydaje się mieć ona swoje twarde podstawy. Należy obalić w tym momencie mit o tym, że napływowa ludność to biedne chrześcijańskie rodziny, głównie kobiety i dzieci. Rzeczywistość jest taka, że zdecydowaną większość tych osób stanowią młodzi mężczyźni wyznania islamskiego, bynajmniej nie pochodzący z Syrii – nie ofiary wojny domowej, a wręcz przeciwnie. Widoczne jest to na każdym zdjęciu, filmie, w relacjach, ukazujących i opisujących chaotyczne i agresywne grupy ludzi, o których tak naprawdę nie posiadamy realnej wiedzy. Za cel obrali sobie oni Berlin, jako swoista ziemię obiecaną, w której to czekać ma na nich lepsza przyszłość. Kolejne rzesze muzułmanów na terenie Europy, będą pogłębiały skalę przestępczości oraz terroryzmu, biorąc pod uwagę liczne powiązania z Państwem Islamskim. Tego typu przypadki zdaniem gen. Dariusza Łuczaka są obecne również w Polsce. Wspomniane wnioski Feliksa Konecznego o ścieraniu się różnych cywilizacji nie wróżą z całą pewnością optymistycznego scenariusza dla Europy. Być może państwa takie jak Węgry, niejednokrotnie wyrażające sprzeciw światowym mocarstwom, nieprzypadkowo jako pierwsze odczuwają na własnej skórze co niosą ze sobą muzułmanie. Sprowadzanie kolejnych imigrantów jest tak naprawdę przenoszeniem konfliktu na kontynent europejski. Jakakolwiek pomoc powinna być dobrowolna i docierać na miejsce wojny domowej, tym samym w bezpośredni sposób pomagając potrzebującym i niwelując islamskiego wroga, a nie przed nim ustępować. W innym wypadku położenie Europy i jej rodzimych mieszkańców, będzie z roku na rok coraz bardziej zagrożone.

Źródło: https://kierunki.info.pl/2015/09/piotr-pucinski-imigranci-kon-trojanski-naszych-czasow/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *