Michał Ciesielski: Honor dla każdego

Kodeks, pojedynki, sekundanci, wybór broni, kryteria honorowości – oto co kojarzy się często ze słowem „honor”. A szkoda. Honor ucierpiał, tak jak inne ponadczasowe wartości, na zamknięciu go w ciasnych ramach pewnej epoki. Wymienione wyżej atrybuty pasowały być może do czasów szlacheckich i honoru opartego na pozycji społecznej, ale dziś stały się jedynie konikiem niewielkiej grupy pasjonatów historii. Tymczasem, honor jako postawa życiowa jest ideałem uniwersalnym, aktualnym w każdym czasie, więc przemiany społeczne nie powinny usuwać go w cień zapomnienia, a jedynie dotykać jego form zewnętrznych, dostosowywać tak, aby dobrze wyrażały prawdziwą treść tej cnoty.

Wybaczcie mi odwołanie się do tak oczywistej dewizy, jaką jest „Bóg, honor, Ojczyzna”. Symbolizuje ona trzy obszary ludzkiej miłości, poprzez które realizuje się każdy z nas. Pierwszym jej rodzajem jest miłość do Boga – stworzyciela i zbawiciela człowieka; nieskończonego Dobra. Z tej miłości i z nieskończonej miłości Boga do ludzi rodzi się wszelka inna prawdziwa miłość. „Ojczyzna” wyraża miłość do innych ludzi, rodaków, połączonych z nami więzami krwi, kultury, wspólnotą przeżyć, problemów i interesów. Ojczyzna to otaczający nas, najbliższy nam świat. Patriotyzm jako miłość do niej jest miłością skierowaną od człowieka do innych ludzi, do przyrody, do tradycji. Jest miłością „na zewnątrz”, którą człowiek obdarza inne stworzenia.

W takim zestawieniu honor jawi się jako miłość własna – miłość człowieka do samego siebie, miłość „do wewnątrz”. Nie należy jej mylić z egoizmem, megalomanią albo egocentryzmem. Jest raczej dostrzeżeniem własnej wartości z jednej strony i dążeniem do udoskonalenia swojego życia z drugiej. Tak jak kochając drugą osobę chcemy jej dobra, nawet jeśli droga do niego nie jest łatwa, tak kochając sami siebie, stawiamy sobie wymagania, by stawać się lepszymi ludźmi. Dobrze uformowana miłość własna jest warunkiem prawidłowego rozwoju osobowości i uporządkowanych stosunków z innymi ludźmi. „Kto nie umie kochać siebie, nie umie też kochać bliźniego” (św. Augustyn).

Tradycyjnie honor może ucierpieć na dwa sposoby: przez zniewagę ze strony kogoś innego lub przez własne niehonorowe zachowanie. Od obu przypadków należy się bronić, stąd wykształcił się zwyczaj pojedynku, który hamował przed rzucaniem bezpodstawnych oskarżeń. Drugi przypadek – własne niehonorowe zachowanie – najczęściej dotyczy kłamstwa, złamania przysięgi, zdrady lub tchórzostwa. Warto się nad nimi zastanowić w kontekście współczesności.

Zastanówmy się, jak często zdarza nam się skłamać, pochopnie coś obiecać, oskarżyć bezpodstawnie drugą osobę. Czasem działa to na szkodę innych, którzy w niczym nie zawinili, czasem nie wyrządza im krzywdy, ale zawsze działa destrukcyjnie na nas – na tych, którzy swoim nazwiskiem podpisują się pod kłamstwem. Nie warto dzielić fałszu na „wielkie obrzydliwe kłamstwa” (których przecież nie popełniamy) i „małe niewinne kłamstewka” (którymi z lubością się posługujemy). Człowiek kształtuje swój charakter w każdym momencie życia, a każde małe przekroczenie jakiejś zasady oswaja nas z jej łamaniem, tak że po „pierwszym kroku”, choćby był najbardziej błahy, jesteśmy znacznie bardziej skorzy do kolejnych, coraz większych. „Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie” (Łk 16, 10). Każde z takich kłamstw jest atakiem na nas samych, ujmą na naszym honorze, poszarganiem własnej godności. Sami przed sobą stajemy jako osoby niegodne zaufania. Jeżeli któreś z tych „niewinnych kłamstewek” się wyda, pretensje o opinię krętacza możemy mieć tylko do siebie. Jeśli zaś honor uznamy za wyraz miłości własnej, a prawdomówność jest jedną z najważniejszych jego zasad, to każde poświadczenie nieprawdy jest skierowane przeciwko nam samym. Aby tak rozumieć kłamstwo, którego przecież używamy wierząc, że przynosi nam korzyść, wystarczy zauważyć, że miłość nie zawsze wyraża się w tym na co mamy ochotę, a korzyść może być przysłonięta przez chwilowe zachcianki. Zawsze jednak pamiętać należy o skutkach naszych działań, zwłaszcza jeśli honor stawiamy obok Boga i Ojczyzny za hasło przewodnie naszego życia.

Mamy też prawo bronić swojego honoru przed atakami innych, nawet siłą. Choć materialnie nie dzieje nam się krzywda, to stracić możemy szacunek wśród ludzi, a nawet szacunek do samych siebie. Odnosi się to tak samo do bezpośrednich ataków na nas, ale też, tak jak w tradycyjnym rozumieniu honoru się dzieje, do obelg rzucanych na Boga, Ojczyznę (tę wielką i tę małą, lokalną), naszą rodzinę, ukochaną osobę, itd. W końcu chrześcijaństwo, polskość, przynależność do wspólnoty danego miasta, wsi czy regionu – to są części nas jako unikalnych osób. Ojciec, matka, mąż czy żona przez wychowanie albo wspólne życie również stają się częścią nas i kształtują naszą osobowość. Dlatego każdy atak na którekolwiek z nich możemy traktować tak jak atak na nas samych.

Tak rozumiany honor nie jest zarezerwowany dla wyższych stanów społecznych czy jednej płci ani nie potrzebuje kodeksu. Jest on zasadą życia, która pozwala w uporządkowany sposób dbać o swoją godność i dążyć do samodoskonalenia. Podniesienie tego honoru, opartego na tradycyjnych cnotach, jest bardzo istotne z punktu widzenia odbudowy naszego narodu i jego tożsamości. Hasło „Bóg, honor, Ojczyzna” może stać się myślą przewodnią życia osobistego i społecznego całego narodu, ale aby to się stało czeka nas wielki wysiłek w stawianiu sobie coraz wyższych wymagań moralnych. Może warto zacząć od tego by „słowo honoru” Polaka znów stało się gwarancją prawdomówności, spełnienia obietnicy i wierności przysiędze.

Źródło: https://kierunki.info.pl/2016/06/michal-ciesielski-honor-dla-kazdego/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *