Michał Ciesielski: A to demokracja właśnie

Głośno dziś o demokracji. Jedni krzyczą, że jest gwałcona, że zamach… że zaraz jej nie będzie. Drudzy, że to guzik prawda, bo skoro wybrano ich demokratycznie, to wszystko co zrobią mocą parlamentu i prezydenta jest demokratyczne. A co na to demos (lud)? Ciekawie zbiega się ta wojna o demokrację z sondażem CBOS o preferencjach ustrojowych, w którym to już 24% ankietowanych odpowiedziało, że demokracja „raczej” lub „zdecydowanie” nie jest najlepszym systemem.

Która z tych postaw jest bardziej demokratyczna – szczerze mówiąc – niezbyt mnie obchodzi. Tak samo z resztą polityków i dziennikarzy obu obozów. Oczywistym jest, że dla jednych jak i drugich demokratycznie jest wtedy gdy oni rządzą, a im więcej władzy w rękach jednej partii tym więcej demokracji. Nikt w to, rzecz jasna, nie wierzy, ale za to każdy wie, że „demokratycznie” znaczy dobrze, a kto na demokrację nastaje ten warchoł, faszysta i niszczyciel państwa polskiego. Tylko jak długo jeszcze?

Jedna czwarta Polaków krytykuje demokrację. To wskaźnik zwiastujący poważne, bo dotyczące fundamentów ustrojowych pęknięcie w polityce. Warto zauważyć, że wbrew typowym opowieściom etatowych pop-historyków i telewizyjnych politologów demokracja nie musi przegrać jedynie z populistycznym kandydatem na dyktatora, siejącym nieuzasadnione fobie. Nikt taki w Polsce w ostatnich latach się nie pojawił, nikt nie krzyczał, że oto czas wdziać mundury, obalić demokrację i złapać to wszystko za mordę (choć pewnie miałby sporo racji). Wręcz przeciwnie, każdy demokracji broni, każdy o demokrację dba i każdy demokrację szanuje. Rządy ludu nie przegrywają więc konkurencji z jakimś innym, obiecującym złote góry, systemem, ale kompromitują się w swoistym one-man show. Kompromitacja ta wcale nie wynika z tego, że polska demokracja jest jeszcze młoda i nieucywilizowana, o czym uwielbia przypominać nam obóz kandydatów na Europejczyków, lecz z demokratycznych zasad samych w sobie.

I tak jednym z grzechów głównych, stwarzającym gros negatywnych następstw, jest kadencyjność władz i krótki okres tych kadencji. To z jej powodu musi dzisiaj następować zmiana warty na najwyższych stanowiskach od służb mundurowych po państwowe instytucje nauki i kultury. Ludzie, którym ufała poprzednia władza muszą zostać zastąpieni przez tych, którym ufa władza obecna. A ponieważ każdy prezes potrzebuje zaufanych zastępców i doradców, to od pewnego szczebla posady państwowe są de facto stanowiskami politycznymi. Z resztą nie byłoby łatwo osobie odpowiedzialnej za jakiś wycinek polskiej kultury po ośmiu latach realizowania programu doganiania Europy w absurdach nowoczesności, nagle przedzierzgnąć się w krzewiciela ducha narodowego. A że kadencja krótka i reelekcja niepewna, to zmiany trzeba przeprowadzać metodą skalpela już od pierwszych dni nowych rządów. Synekury? Ludzie niekompetentni? Nikt nie będzie o tym pamiętał za cztery lata.

Dużo poważniejszym problemem niż sprawy personalne jest kwestia spójności i długofalowości prowadzonej polityki. Dziś ujawnia się on m. in. w zmianie polityki Polski wobec Unii Europejskiej. Państwo do tej pory wyraźnie prointegracyjne może nagle stać się sojusznikiem Orbana i jedną z sił rozkładowych UE. Jeśli partie i wyborcy wystarczająco się postarają, takie nagłe zwroty akcji może nasz kraj serwować swoim partnerom co 4 lata, co na pewno nie umocni naszej pozycji na arenie międzynarodowej. Dodajmy do tego politykę energetyczną czy wojskową, których nie da się prowadzić w tak krótkiej perspektywie, a widzimy jak demokracja ze swoją kadencyjnością władzy może uniemożliwić zapewnienie podstawowego bezpieczeństwa państwa i jego obywateli.

To zaledwie kilka kwestii, które rzucają się w oczy przy okazji zmiany władzy w kraju opętanym demokratycznymi frazesami, w które nikt nie wierzy, ale do których wszyscy się odwołują. Wiele można by jeszcze napisać o błędnych założeniach, obłudzie i nieskuteczności demokracji, ale na to przyjdzie jeszcze czas. Dziś kluczowym jest dostrzec, że to co wywołuje okrzyki „konstytucja, konstytucja” nie jest żadnym zamachem czy wypaczeniem demokracji, ale właśnie jej częścią. Częścią pokazującą jak destrukcyjnym dla autorytetu i stabilności władzy jest system oparty na co czteroletnim głosowaniu.

Niech więc demokraci, ci prawdziwi, którzy w demokrację naprawdę wierzą, nie martwią się tym, co się teraz dzieje. Oto właśnie kwintesencja demokracji, oto błogosławieństwo cyklicznych wyborów, oto ustrzegliśmy się dyktatury (czy nie tak nazywacie systemy, w których jedna partia lub jeden człowiek rządzi kilka kadencji z rzędu?). Przed wami znacznie większy problem. Jeśli tendencja zniechęcenia do demokracji utrzyma się jeszcze kilka lat, możecie stanąć przed sytuacją, gdy „wolą ludu” wcale nie będzie „władza ludu”. Co wówczas zrobi demokrata? Czy uzna, że większość może demokratycznie obalić demokrację?

Źródło: https://kierunki.info.pl/2016/01/michal-ciesielski-a-to-demokracja-wlasnie/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *