Maria Pilarczyk: Rozmycie człowieczeństwa

Nie po raz pierwszy, zapewne też nie po raz ostatni, mamy do czynienia z sytuacją, gdy grupa liberalnych intelektualistów staje naprzeciw nauce i podstawowym prawom rządzącym przyrodą, w imię swoich urojeń i utopijnych fantazji. Uderzają oni, co więcej, w podstawy ruchów filozoficznych, które przez całe wieki stanowiły ich główny punkt odniesienia w polityce, historiozofii czy ekonomii. Pozostaje tylko pytanie, dlaczego to właśnie w XXI w. teoria antropocentryzmu i humanizmu miała się wyczerpać. Dlaczego to właśnie dziś człowieczeństwo okazać się miało pojęciem zbyt wąskim, abstrakcyjnym, krzywdzącym. Dlaczego to właśnie dziś poczucie odpowiedzialności za inne zwierzęta, roztaczanie nad nimi opieki czy też poddawanie się prawom natury (wiąże się z tym uśmiercanie zwierząt) staje się szowinistycznym atawizmem, a nie normą.

Tendencja wśród liberalnych intelektualistów jest dwojaka z jednej strony promowana jest idea doskonalenia człowieka, wykorzystująca do tego celu rozwój biotechnologii i techniki. Ludzie mają uwolnić się od niedoskonałości, przypadkowości i śmierci. Mają stać się podmiotami swojej własnej ewolucji i istotami, już nie ludźmi, nieśmiertelnymi fizycznie — jest to szczególnie ciekawe, gdy weźmiemy pod uwagę zakładaną przez transhumanistów śmiertelność duszy. Transhumanizm niesie za sobą szereg zagrożeń, które mogą być trudno dostrzegalne, ponieważ rozciągana wizja błogiej arkadii, świata bez śmierci i bez niedoskonałości jest wystarczająco przejmująca, żeby zasłonić obraz znajdujący się tuż za nim. Transhumanizm czerpie garściami z innej idei, której próby wprowadzenia w życie kosztowały w ubiegłym wieku życie milionów ludzi. Nowa eugenika dokonywać ma procederu selekcji już na poziomie embrionalnym, co z etycznego punktu widzenia jest niedopuszczalne tak jak selekcjonowanie ze względu na pożądane cechy już narodzonych ludzi. Transhumanizm wprowadzony w czyn może również nawarstwiać już istniejące nierówności społeczne, a także nieść zagrożenia płynące z zachwiania naturalnej wytworzonej równowagi w człowieku pomiędzy zaletami i wadami. Nie wiemy jak pozbycie się wad, fizycznych ułomności, umysłowych ograniczeń, wpłynie na zalety (część zalet nie istnieje bez wad) czy w ogóle na całkowite funkcjonowanie człowieka. Totalne udoskonalenie wiąże się również z totalnym ujednoliceniem, człowiek przestaje być człowiekiem — indywidualnym bytem, a zaczyna być zbiorem powtarzalnych odruchów płynących wyłącznie z przetwarzania wciąż nowych danych, a nie prowadzenia w znacznym stopniu niezależnych procesów myślowych. [1] Jest to więc kres człowieczeństwa, jakie znamy. Dla wielu współczesnych filozofów, publicystów transhumanizm jest wypadkową naszych obaw związanych z przemijaniem. Umieranie przyrody na naszych oczach rodzi zupełnie uprawnione obawy, że przybliża to również nasz gatunek do końca istnienia, stąd właśnie marzenia o oderwaniu się od pełnej zależności od przyrody i rządzących nią praw. [2]

Druga tendencja, której chciałbym poświęcić więcej uwagi, jest również w sposób ścisły związana z pojęciem przyrody, a także jest próbą ingerowania w pojęcie człowieczeństwa. Próby redefinicji czy umniejszanie znaczenia tak pierwotnych pojęć, jak “człowiek” czy “człowieczeństwo” są zjawiskami skrajnie niebezpiecznymi, a tragiczne obrazy z pierwszej połowy ubiegłego wieku są tego najlepszym przykładem. U znacznej części przedstawicieli środowiska określającego się jako liberalno-lewicowe czy “postępowe” występuje swego rodzaju dysonans poznawczy, który pojawia się w konfrontacji ze złożoną rzeczywistością. Z jednej strony wskazują oni na ideały ludzkich zachowań, które przeczą ludzkiej naturze, z drugiej podkreślają zwierzęcość człowieka, niejednokrotnie go do tej zwierzęcości redukując, przywołując argumenty z dziedziny genetyki czy ewolucji. Homo sapiens ma być tylko “czarną owcą” z rodziny hominidae (człowiekowatych), czyli gatunkiem, którego ekspansja była najprawdopodobniej okupiona eksterminacją innych, współistniejących przedstawicieli hominidae. Dalej człowiek miał skierować swój wzrok na pozostałych przedstawicieli świata zwierząt, nad którymi zapragnął panować zmuszając je do posłuszeńswta lub też je zabijał, jeżeli okazywały się nieposłuszne, lub też ich fragmenty przydatne w dalszej ekspansji. Człowieczeństwo ma nie być rzeczą wyjątkową, a jawi nam się jako takie, ponieważ współcześnie nie współistniejemy z naszymi najbliższymi ewolucyjnie krewnymi, których najprawdopodobniej zamordowaliśmy. [3] Czy tylko ja zauważam tutaj swoistą retorykę wstydu tyle tylko, że rozpostartą na cały gatunek ludzki? Rządzenie przez wywoływanie poczucia winy, wstydu, zmieszania najwidoczniej jest skuteczne w każdej skali. Wracając do tematu wyjątkowości, zakładając, że jesteśmy tylko jednym z wielu gatunków zwierząt i trzymaniu się konsekwentnie postawionej tezy dochodzimy do wniosku, że naturalnie powinniśmy poddać się instynktom, jakie nami kieruje, a więc np. instynktowi mięsożercy, a nie stawiać sobie za cel promowanie abstrakcyjnych idei jak wegetarianizm czy weganizm. Analogicznie powinniśmy uznać, że wszelkie zmiany na ziemi jak globalne ocieplenie czy narastające anomalie pogodowe są w istocie zjawiskami niezależnymi od naszych działań. Nawet jeśli dzieją się one za naszym udziałem, to nie możemy brać za nie odpowiedzialności, bo jesteśmy wyłącznie bezwolnymi narzędziami w rękach natury, która to sama określa swój rytm, jak i czas własnego końca. Idea wegańska, która współcześnie jest tak usilnie promowana mogłaby się układać w logiczną całość przy całkowitym wywyższeniu człowieka spośród żywych istnień, a nie degradowania jego roli do poziomu równego zwierzętom nieposiadających zdolności abstrakcyjnego myślenia i posiadania bardziej złożonych uczuć. Tylko wtedy mamy prawo mówić o człowieku, jako o podmiocie w relacjach z naturą, tylko wtedy może on troszczyć się o naturę, jeśli założymy, choć częściową autonomię jego istnienia, jeśli założymy, że choć drobny jego fragment nie należy do świata materialnego. Dla jednych tym “obcym” pierwiastkiem może być dusza dla jeszcze innych myśl, ważne jest, ażeby było to pojęcie transcendentne lub pretendujące do niego.

Pomijając kwestię źródeł nowych, proekologicznych [4] nurtów, pozostaje pytanie, czy powinniśmy jeść mięso, bo odpowiedź na pytanie, czy należy chronić przyrodę uznaje za oczywistą. Obserwacja świata zwierzęcego, w którym to polowania jako sposób zdobywania pokarmu i mięsożerność jako sposób odżywiania są powszechne i wyewoluowały w wielu liniach rozwojowych jednocześnie i niezależnie od siebie pokazuje, że nie jesteśmy zdegenerowanym gatunkiem, który zaczął zjadać inne zwierzęta wbrew powszechnym prawom. Wskazuje to, że dieta zawierająca mięso jest czymś zupełnie normalnym. Argumentów przeciwko idei weganizmu czy nawet wegetarianizmu niesie również bliższe przyjrzenie się budowie człowieka zarówno w skali mikro, jak i makro. Do właściwego funkcjonowania człowiek potrzebuje wielu składników odżywczych, których dostarczenie wyłącznie za pomocą pokarmu pochodzenia roślinnego byłoby bardzo uciążliwe w praktyce, wyłączając sztuczną suplementację. Budowa układu pokarmowego dodaje kolejnych argumentów. Przy założeniu całkowitego sprzeciwu wobec zabijania zwierząt, wielką trudnością okazuje się również rozstrzygnięcie czy utrzymywanie przy życiu jednego zwierzęcia kosztem drugiego jest rzeczą dopuszczalną? Czy prawidłowy rozwój kota jest wart śmierci myszy? Czy nie wprowadza to tak powszechnie krytykowanego w środowiskach wegańskich hierarchizowania istnień, które stawia nas już od początku w pozycji nadrzędnej wobec pozostałych składników fauny? Czy więc naszym zadaniem jest położenie kresu istnieniu zwierząt nieszanujących naszych ideałów etycznych, a naszym przeznaczeniem jest dalsze zmierzanie po drodze biologicznej autodestrukcji? Pytania można mnożyć, pamiętając jednak, że zbliżyliśmy się niebezpiecznie blisko do granicy totalnego absurdu, który to dziś cechuje środowiska redefiniują pojęcie człowieczeństwa. Szczytem hipokryzji są więc pełne zachwytu słowa o kocie jako o zwierzęciu, które pod pozorem delikatności skrywa instynkt samotnego łowcy zabijającego często wyłącznie dla przyjemności, kontrastujące w odniesieniu do człowieka ze stwierdzeniami, że takie zachowanie kota nie jest usprawiedliwieniem zabijania zwierząt przez ludzi. [4]

Nie twierdzę, że prawa zwierząt są rzeczą nieistotną. Muszą one jednak wypływać z właściwych założeń, być blisko życia i tym samym musi istnieć, choć cień szansy na ich urzeczywistnienie. Niemożliwe, nawet niepożądane, ze względu na właściwy rozwój człowieka jest całkowite zrezygnowanie z mięsnych posiłków, tym bardziej “zniechęcenie” innych zwierząt do mięsożerności — co słusznie jawi się jako czysta abstrakcja. Niemniej z założeń płynących z przesłanek etycznych powinniśmy dążyć do tego, żeby zminimalizować cierpienie zwierząt zarówno w procesie hodowli, np. walcząc o rozwiązania prawne i sprawny system kontroli uniemożliwiające przetrzymywania zwierząt w fatalnych warunkach, jak i uboju np. sprzeciwiając się bestialskiemu ubojowi rytualnemu, który niesie wyłącznie niepotrzebny ból zwierzętom, a nie ma żadnego logicznego wytłumaczenia. Zabijanie zwierząt nie powinno być również źródłem czerpania przyjemności dlatego wszelkiego rodzaju polowania sportowe powinny zostać zakazane przez państwo. Zabijanie nigdy nie jest zabawą, czasami jest jednak koniecznością np. wspomniany ubój zwierząt w celu uzyskania mięsa niezbędnego do właściwego funkcjonowania organizmu człowieka czy redukcję liczebności gatunków, których liczba zagraża bezpieczeństwu człowieka czy równowadze ekosystemu. Możemy również ograniczać ilość spożywanego mięsa co z jednej strony zmniejszy ilość zabijanych zwierząt, z drugiej przynieść może zarówno korzyści dla naszego zdrowia, jak i stanu środowiska naturalnego. Zbyt intensywna hodowla zwierząt niejednokrotnie niesie ze sobą destrukcję naturalnych ekosystemów, wyjaławianie gleb, wyczerpywanie zapasów wody pitnej itp. Śmieszne są dla mnie natomiast pomysły ograniczenia spożycia mięsa ze względu na jego jakość tj. pochodzenie. Bardzo trudno jest stawiać granicę w dziedzinie, w której naturalnie się one zatarły. Już sama granica między zwierzętami a roślinami jest nieostra, przebiega ona przecież pomiędzy prostymi mikroorganizmami, które różni niewiele więcej niż rodzaj chlorofilu. Wybór zwierząt, których mięso spożywamy ma uzasadnienie wyłącznie w kulturze, a nie w nauce. Widać to na przykładzie dopuszczalnych przez społeczeństwa norm zachowań kulinarnych w różnych regionach świata.

Rozciągnięcie kategorii “człowieczeństwa” na zwierzęta nie wpłynie na ich upodmiotowienie, przynieść może natomiast zobojętnienie na przedstawicieli zajmujących pierwotnie tę kategorię. Analogia możemy dostrzec już dziś w postrzeganiu świata przez osoby o poglądach kosmopolitycznych, których “miłość do całego świata” kończy się obojętnością nawet wobec własnej wspólnoty. Odczłowieczanie jest niebezpiecznym wstępem każdej zbrodniczej ideologii. Nie dajmy się zwieść nowym prądom na starych fundamentach, które dziś zaczynają panować wśród liberalnej części społeczeństwa. Przeciwko nim mamy zarówno zdrowy rozsądek, jak i naukę, ważne jest tylko żebyśmy nauczyli się z nich w porę właściwie korzystać.

Bibliografia:

[1] Klichowski, M.2014. Narodziny cyborgizacji. Nowa eugenika, transhumanizm i zmierzch edukacji. Wydawnictwo naukowe Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.141-147
[2] Koncepcja transhumanizmu świadomie została w powyższym tekście uproszczona, ponieważ jest ona wyłącznie wątkiem pobocznym, który służy ukazaniu niebezpiecznych tendencji wśród liberalnych intelektualistów; jest częścią wprowadzenia do właściwej części tekstu. Zachęcam do szerszego zapoznania się z tym niezwykle ciekawym ruchem, który oprócz wad posiada również zalety.
[3] Markiewicz, M.2016. Zapomniane zwierzę o podmiotach i przedmiotach.Fragile pismo kulturalne.2 (32): 6-12
[4] W tekście słowa “ekologia”, “ekologiczny” w rozumieniu potocznym tj. ekologia jako ochrona przyrody, nie natomiast ekologia jako dziedzina nauki.
[5] Pikosz, K.2016. Sztuka jako miejsce uwrażliwienia na kwestie prozwierzęce.Fragile pismo kulturalne.2 (32):82

Źródło: https://kierunki.info.pl/2016/12/maria-pilarczyk-rozmycie-czlowieczenstwa/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *