Maria Pilarczyk: Nadal jesteśmy antyrządowi!

Od czasu zwycięstwa partii Prawo i Sprawiedliwość w ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych, z wielkim zdumieniem obserwuję prorządowe stanowisko wielu osób związanych z szeroko pojętym obozem nacjonalistycznym.

Winę za ten stan rzeczy przypisuję przede wszystkim zbyt emocjonalnemu podejściu do spraw politycznych. Winny jest również brak konsekwencji w działaniu, kompromisowość, a przede wszystkim brak idealizmu. Krytyka zarówno emocjonalnego podejścia do polityki, jak i braku idealizmu, nie jest bynajmniej rzeczą wewnętrznie sprzeczną, ponieważ do upragnionego celu, wyznaczanego przez idealizm, prowadzić muszą osadzone w twardych realiach czyny podyktowane chłodną oceną sytuacji. Droga pragmatyka, prowadząca do wielkiego, często romantycznego celu, jest jedyną właściwą drogą dla każdego nacjonalisty i tylko ona może przynieść sukces. Cel nadrzędny i bezwzględny, który w każdej chwili życia mamy przed oczyma, chroni przed pójściem na krótkowzroczne kompromisy, a myśl o nim jest niejako drogowskazem, na który spojrzeć należy w chwilach zwątpienia i który na pewno nigdy nas nie zawiedzie. Natomiast twarde osadzenie w realiach, w codziennym życiu, jest konieczne, żebyśmy nie stali się bujającymi w obłokach idealistami, którzy o idei, oczywiście już stworzonej, potrafią wyłącznie rozmawiać, a której nie potrafią wprowadzić w życie, ani nawet jej rozwinąć.

Na chwilę obecną mamy niestety do czynienia z bardzo niebezpieczną, wprost odwrotną sytuacją. Do przyziemnego, błahego z perspektywy narodowego-radykalizmu celu, wyznaczanego coraz częściej przez osobiste ambicje, prowadzić ma droga naiwnej wiary w nic nieznaczące zjawiska, grę na emocjach prowadzoną przez obecną ekipę rządzącą na czele z prezydentem. Czy ubranie przez prezydenta polówki z motywem biało-czerwonej flagi jakkolwiek zbliża nas do realizacji wymarzonych celów? Czy drobne gesty, wyolbrzymiane w naszym środowisku, obliczone przez piarowców na polityczny zysk, mają z nas uczynić poddanych tego systemu? Oczywiście jest to miła odmiana, po szczerze antypolskim i błazeńskim panowaniu PO, co jednak nie zmienia faktu, że PiS nigdy nie był ani nie będzie partią nacjonalistyczną, a więc nigdy nie może być przez nas w pełni zaakceptowany. Niestety, wiele osób z nas pozwoliło zatriumfować emocjom w miejscu, gdzie panować powinna chłodna ocena sytuacji. Nie możemy dać się rozbroić przez błahe i nic niewnoszące z perspektywy czasu gesty i ekscytacje ludźmi, którzy tylko z pozoru nas przypominają! Dzisiejsza retoryka PIS jest wyłącznie próbą wpasowania się w obecnie panujący trend, modę na patriotyzm. To na ramionach tysięcy młodych ludzi z całej Polski, działających bezinteresownie, wyłącznie w imię idei, wyniesieni zostali dawno zapomniani bohaterowie i do tej pory uważane za przedawnione wartości.

Zmieniliśmy spojrzenie społeczeństwa, wytworzyliśmy pewną niszę do działania, która mogła okazać się drogą do władzy i dalej do wprowadzania w życie naszych postulatów, jednak po raz kolejny system sam się obronił, kanalizując wszystkie prawdziwie antysystemowe siły. Miliony po raz kolejny uwierzyły, że alternatywą jest wybór innych graczy, siedzących jednak od lat przy tym samym stole skorumpowanego systemu. Bardzo wymowne jest wycofanie patronatu prezydenta Andrzeja Dudy ze współorganizowanego przez ONR marszu ku czci Żołnierzy Wyklętych w Hajnówce, pod wpływem nacisku rzekomej opinii publicznej inspirowanej z Czerskiej. Sytuacja ta pokazuje, że cały patriotyzm PiS-u kończy się w miejscu, gdzie kończy się polityczny interes tej partii. Początkowo zdawało mi się, że do roli, jaką odegrało PiS, zostanie oddelegowany ktoś mniej umoczony w bagnie polskiej polityki, ktoś z mniej oczywistymi powiązaniami z systemem, ktoś taki jak Janusz Korwin-Mikke czy Paweł Kukiz. Jednak nie było to potrzebne, jak widać Polacy uwierzą we wszystko, nawet we wręcz rewolucyjną zmianę, której dokonać miał PiS, którego jedyną różnicą od poprzedniego rządu jest lepsze i szybsze zrozumienie fali zmian, na której znów wypłynęli, a którą to my stworzyliśmy. Wyżej wymienieni antysystemowi przywódcy są wentylem bezpieczeństwa, który może się przydać w przyszłości…

Nieumiejętność wykorzystywania stworzonego potencjału, a nawet odcinanie się od niego, to nasz wielki błąd, który oddala od nas wizję przeprowadzenia gruntownych zmian w duchu narodowego-radykalizmu. Myślę tutaj m.in. o zjawisku tzw. gimbopatriotyzmu, tak często krytykowanego na różnego rodzaju portalach i forach nacjonalistycznych. Niektórzy tak bardzo uwierzyli w swoją wyjątkowość, że nie dopuszczają do siebie myśli uczynienia z nacjonalizmu idei masowej, z drugiej strony tak bardzo mało wierzą w siebie, że mówiąc wprost, boją się sukcesu i co za tym idzie odpowiedzialności. Gimbopatrioci nie powinni być postrzegani jako niechciane dziecko naszej działalności, ale jako potencjał. Należy na nich patrzeć jak na dziecko, na które ze względu na słabe ukształtowanie wewnętrzne, możemy szczególnie silnie oddziaływać i wszczepiać właściwą postawę. To naturalne, że ludzie są różni, nie każdy nadaje się na ideologa, przywódcę czy nawet publicystę, ale każdy, kto szczerze kocha naród, chce dla niego działać i wierzy w siłę tkwiącą w NR, musi znaleźć miejsce w naszych szeregach.

Zdecydowanie lepiej jest poświęcić się pracy wychowawczej wspomnianych wyżej nieukształtowanych działaczy, a nie szukać miejsca dla siebie lub swoich poglądów w świecie ogólnopolskiej polityki, bo na razie polegać może to tylko na ustępstwach. Niestety jeszcze jesteśmy zbyt słabi, a nasz falstart, co już wielokrotnie miało miejsce, kończy się upodobnieniem do tych, z którymi walczymy. Musimy wierzyć w siebie, w moc tkwiącą w naszej idei, codziennie powtarzać, że nie ma miejsca w naszych szeregach dla ludzi współpracujących z systemem.

Jako nacjonaliści zawsze będziemy antyrządowi i antysystemowi, aż do czasu, gdy ten rząd i system stworzymy sami, na własnych zasadach i bez żadnych kompromisów, bo dopiero wtedy będzie to władza prawdziwie narodowa. Z obecnego systemu nie musimy czerpać nic, wszystko możemy zniszczyć, zarówno to co jest dobre, jak i złe – to co jest dobre i tak się odrodzi w naszym Państwie, a to co złe nie ma prawa dalej istnieć i im szybciej zginie, tym lepiej. Nie damy się zwieść zwodniczym gestom systemowej prawicy ani lewicy, tym bardziej pewnym stołkom czy przywilejom, nie potrzebujemy fałszywych sprzymierzeńców, ani doradców – Nowy Ład stworzymy sami, a zbędny balast w chwili Przełomu będzie tylko nam przeszkadzał.

Źródło: https://kierunki.info.pl/2016/02/maria-pilarczyk-nadal-jestesmy-antyrzadowi/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *