Leon Skrodzki: Duża rodzina to siła!

W ostatnim czasie dużo mówi się o problemie wschodniej imigracji. W dyskusji nad tym tematem pojawiają się głosy mówiące o tym, że napływ pracowników ze wschodu jest nam niezbędny m. in. ze względu na problemy demograficzne Polski. Entuzjaści przyjmowania do naszego kraju pracowników z Ukrainy mówią, że ich napływ uratuje system emerytalny, bowiem oni będą pracować na te świadczenia. Łatanie dziury w polskim społeczeństwie ludźmi innej nacji jest pomysłem idiotycznym, o czym można szerzej poczytać na naszym portalu. Zastanówmy się tymczasem, jakie są przyczyny niskiej dzietności w Polsce.

Polskie małżeństwa najczęściej decydują się na dwójkę dzieci. W rodzinie wielodzietnej (liczba dzieci 3+) wychowuje się co czwarty młody Polak (dane na maj 2016). Na przestrzeni lat możemy zaobserwować tendencję spadkową, jeśli chodzi o liczbę rodzin z wychowujących więcej niż dwójkę dzieci. Pierwsza rzecz, która nasuwa się, gdy myślimy o powodach tego zjawiska, to sytuacja finansowa rodzin. Wskaźniki ekonomiczne informują, że bogactwo wzrasta, średnie pensje rosną. Razem z nimi podniosła się także stopa życiowa Polaków, którzy oczekują od życia coraz więcej i więcej. Niezaprzeczalnie część społeczeństwa zatraciła się w konsumpcji i przyzwyczaiła się do wygodnego życia. Wychowywanie dzieci wiąże się z obowiązkami i wyrzeczeniami, na które nie każdy ma ochotę przystać. Do tego z różnych kierunków docierają rady mędrców tego świata, którzy mówią o niezależności i wolności. Z drugiej strony obawy części małżeństw wydają się słuszne. Dziecko wymaga opieki, której zorganizowanie oznacza wysokie koszty lub wykluczenie jednego rodzica z rynku pracy. Wśród przyczyn, dla których małżeństwa nie decydują się na większą ilość potomstwa wymieniana jest także kondycja mieszkaniowa. Może to wyjaśniać, dlaczego więcej dzieci rodzi się na wsiach, gdzie koszty utrzymania są mniejsze, a rodziny wielopokoleniowe mieszkają w domach o dużym metrażu.

Część badaczy przyczynę zjawiska starzenia się społeczeństwa widzi w obowiązkowych systemach emerytalnych. Przed wprowadzeniem takich rozwiązań głównym zabezpieczeniem ludzi na starość były dzieci. Normalnością było to, że dziecko, które dziedziczyło gospodarstwo czy przedsiębiorstwo, zajmowało się też dochowywaniem rodziców. Im więcej dzieci – tym większa szansa na wychowanie godnego następcy i opiekuna na stare lata. Było to doskonałą motywacją do prokreacji. W chwili, gdy państwo zajęło się ubezpieczaniem ludzi u zmierzchu życia, usunięto jeden z powodów, dla których warto mieć potomstwo – wychowywanie dzieci jest wręcz dyskredytowane przez system emerytalny. Zajmowanie się swoimi pociechami – przyszłymi płatnikami ZUS-u – nie jest premiowane.

O rodzinach z gromadką dzieci krążą krzywdzące stereotypy. Obraz, który maluje się części społeczeństwa, gdy myśli się o rodzinach wielodzietnych, to bieda, patologia, problemy z alkoholem. Taki wizerunek podsuwają też różnego rodzaju seriale i wytwory kultury masowej. Oprócz tego wielodzietność bywa utożsamiana z niedouczeniem rodziców w sferze planowania rodziny, pewną lekkomyślnością. Niektórzy w rodzinach wielodzietnych widzą wręcz pasożytów, którzy w posiadaniu dzieci znaleźli sposób na życie i liczą na pomoc socjalną. Takie opinie przybrały na sile szczególnie po wprowadzeniu programu 500+. Owszem, niektóre duże rodziny mają swoje problemy, lecz stawianie wszystkich pod jedną kreskę jest niesprawiedliwe. Patologie mogą występować niezależnie od liczby potomstwa. Badania pokazują zgoła inny obraz – rodzice większej ilości dzieci to ludzie aktywni, zaradni, którzy zarabiają więcej od kolegów. Głowa rodziny to częściej troskliwy mąż, pomagający żonie w domowych obowiązkach, niż ojciec-alkoholik. Matka to raczej spełniona, doceniana kobieta, niż nieradząca sobie z obowiązkami, zaniedbana kura domowa. Według danych z 2016 roku aż 45% matek w rodzinach wielodzietnych było aktywne zawodowo. Dzieci z dużych rodzin są bardziej zaradne od rówieśników, częściej też są zmuszane poskramiać swój egoizm. Ok. 78% członków wielodzietnych rodzin jest zadowolonych ze swojego losu, najbardziej cenią sobie łączącą ich miłość. Część takich rodzin jest zdecydowana na kolejne dziecko pod warunkiem poprawy sytuacji finansowej.

Polityka prorodzinna to nie tylko pomoc finansowa i ulgi. To także promocja tradycyjnego modelu rodziny w społeczeństwie. Niestety, częściej są teraz lansowani single, lekkoduchy, bojący się odpowiedzialności. Być może należy rozważyć nie tylko formy nagradzania za kolejne dziecko, ale też formy karania za ociąganie się z małżeństwem czy rodzicielstwem („bykowe”)?

Dzieci są przyszłością narodu i warto w nie inwestować, szczególnie, gdy stoimy być może w ostatnim momencie, w którym demograficznie możemy wyjść na prostą. Zachęcenie Polaków do rodzicielstwa niech będzie priorytetem dla rządzących. Kończąc, powtórzę za poetą: „Patriotyzm na dziś – to mieć dzieci i wychować je na dobrych ludzi”.

Źródło: https://kierunki.info.pl/2017/04/leon-skrodzki-duza-rodzina-sila/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *