Leon Skrodzki: Celebryci na usługach systemu

Każda epoka ma swoich bohaterów. Współczesna, zdominowana przez hedonizm i konsumpcjonizm również, a są nimi ludzie, którzy w wymienionych dziedzinach wiodą prym i chętnie się tym chwalą. Mowa o celebrytach, ludziach często pojawiających się w mediach, ulubieńcach salonów. Kim są i jaką rolę pełnią w czasach, w których żyjemy?

Chyba najlepsza definicja słowa celebryta, to ta sformułowana przez Daniela Boorstina: „celebryt to osoba, która jest znana z tego, że jest znana”. Na taki status trzeba sobie jednak czasami zasłużyć. Niektórzy rzeczywiście swoją popularność budują na kilku skandalach, a potem podtrzymują ją egzystencją na portalach społecznościowych. Ci ludzie mają marginalne znaczenie, najczęściej uderzają do najniższych instynktów człowieka. Inaczej jest z gwiazdami, które oglądamy od lat na szklanym ekranie, o których mówimy, że są „wielkiego formatu”. Z reguły są to specjaliści w swojej dziedzinie, którzy na sukces zapracowali i potrafili go sprzedać. Rekrutacja odbywa się wśród muzyków, wokalistów, aktorów, dziennikarzy, sportowców. Człowiek, który wzrusza, porywa, dostarcza emocji to materiał na gwiazdę. Z czasem taka osoba przestaje mówić tylko o tym, na czym się zna i jest w tym dobra, ale zaczyna wydawać sądy w myśl zasady „nie wiem, ale się wypowiem”. Tym, co prezentuje stara się oddziaływać nie tylko na trendy w modzie czy sztuce, lecz na całą rzeczywistość. Co zdolniejsze jednostki podejmują walkę w jakimś celu, ukazują problemy społeczne. Ekologia, prawa mniejszości… wybór jest duży. Ostatnio w modzie jest demokracja i prawa kobiet. Rewolucja seksualna, pojawienie się w przestrzeni publicznej homoseksualizmu to w dużej mierze wynik działania celebrytów i wytworów ich działalności. Czy naprawdę do tego mogli doprowadzić muzycy, kompozytorzy, aktorzy? Mogli ukształtować świat, w którym żyjemy? Odpowiedź brzmi: tak, co prawda nie sami, bo do tego potrzeba jeszcze tuby nośnej, którą stanowią media. Jednak dziwnym trafem ludzie, którzy po prostu bywają dobrymi w swoim fachu – pięknie śpiewają lub zaliczyli kilka dobrych scen w filmach – zdobywają rząd dusz.

Jak to działa? Jak już wspomniałem, żyjemy w epoce przepełnionej hedonizmem, przeciętny człowiek szuka rozrywki. Najbardziej dostępna i przystępna to telewizja, a więc jakiś show, serial, film, MTV. A tam – gwiazdy, królowie życia, bo któż w tym świecie nie marzy o sławie, pieniądzach, a oni to osiągnęli. Niektórzy z nich zdobywają sympatię widzów, imponują im. Między fanem a idolem tworzy się specyficzna więź, cementowana informacjami z życia prywatnego popularnej osoby. Z czasem, każde zdanie ludzi adorowanych za ich działalność na scenie, staje się ważne dla tych, którzy ich podziwiają. Celebryta staje się liderem opinii, ekspertem nie tylko od własnej profesji, ale od zagadnień społecznych, etycznych. Co dziwne, masy chętnie to kupują. W skrócie wygląda to tak, jakby piękne ciało, zmysł aktorski czy anielski głos dawał przyzwolenie na konstruowanie wszelkich ocen, zwłaszcza tych moralnych. Publika niestety godzi się na to, nie mogąc rozdzielić warstwy zawodowej, od prywatnych ocen danej osoby. Wszak to stanowisko kogoś, kto coś osiągnął i trzeba się z nim liczyć!

Od pewnego czasu możemy zobaczyć wtargnięcie świata celebrytów do polityki. Notabene ich mianem określa się też niektórych polityków. Nazwiska na listach wyborczych znane ze szklanych ekranów, a niekoniecznie związane z polityką już nikogo nie dziwią. Jak pokazują konfrontacje z dziennikarzami znane osoby nie zawsze mają jakiekolwiek predyspozycje do pełnienia funkcji, do jakich się ubiegają. Popularność kandydatów jest jednak potężnym magnesem, który warto mieć w zanadrzu przy układaniu list. Inną sprawą jest, że „gadające głowy” mogą wydać się czymś bardzo nudnym dla zajętego konsumpcją młodego człowieka. Wtedy potrzeba takiej zagubionej istocie jasno wskazać drogę, jedyną i słuszną. A kto nada się do tego bardziej niż jego idol? Szybko i bezboleśnie, nie narażając fana na zbyt intensywne myślenie, wytłumaczy na kogo głosować, kogo zwalczać. Niedawne wybory w USA pokazały, którą stronę chętniej wybierają celebryci, często ci o wątpliwym kręgosłupie moralnym. Wyniki pokazały również, że czeka na nich wciąż wiele pracy, bo jeszcze nie dla wszystkich stanowią autorytet.

Skąd tak duża rola tabloidowych gwiazd w życiu społeczeństw? Czy problem tkwi w tym , że ludziom brakuje prawdziwych autorytetów czy dlatego, że ludzie takowych nie szukają? Uważam, że odpowiedź jest bliższa temu drugiemu. Osoby godne podziwu, będące źródłem inspiracji przy minimum wysiłku można by odnaleźć w przeszłości. Jednak celebryci bardziej wpisują się we współczesny świat, w którym pozycja i popularność wydaje się odgrywać duże znaczenie. Wydają się bardziej realni w świecie pseudowartości, a więc i pseudoautorytetów.

Mimo że ludzie ci mają niewątpliwe zasługi w budowaniu cywilizacji postępu i liberalnego systemu, to w gruncie rzeczy sami tkwią w jego pułapce. Żeby utrzymać wysoki poziom wystąpień w mediach, muszą spełniać pewne standardy, przede wszystkim politycznej poprawności. W ich świecie nie ma miejsca na wiele odstępstw od głównych wytycznych, zostają więc zakładnikami własnej popularności. Sami zdecydujmy, czy chcemy śledzić ich świat, w którym na pewno nie zobaczymy już nic nowego i odkrywczego.

Źródło: https://kierunki.info.pl/2016/11/leon-skrodzki-celebryci-uslugach-systemu/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *