Klara Jaskulska: Dlaczego współczesnym hierarchom Kościoła nie po drodze z nacjonalizmem

Ostatnie miesiące obfitują w wypowiedzi hierarchów Kościoła negatywnie odnoszące się do idei nacjonalizmu. Ukoronowaniem tej passy jest ostatnie stanowisko Prymasa Polski, który powiedział, że „Aprobata do tego typu myślenia jest niewłaściwa, a wręcz heretycka, tak nie może być. To odciąga od tego co jest istotą chrześcijaństwa”. Nie ma więc wątpliwości – część polskiego Kościoła ma z nacjonalizmem kłopot. Nie trzeba na tych łamach przekonywać, że Kościół nie zawsze prezentował takie stanowisko. Wystarczy wspomnieć słowa Piusa XI: uporządkowana miłość chrześcijańska nie tylko nie potępia przywiązania do Narodu, przeciwnie zasadami swymi uświęca je i ożywia. W Polsce międzywojennej kler katolicki masowo wspierał narodową demokrację, a teologicznego uzasadnienia dostarczały pierwszorzędne umysły tamtych czasów, jak o. Woroniecki czy o. Bocheński. Cóż więc się stało, że od aprobaty (choć, rzecz jasna nie bezwarunkowej) doszliśmy do momentu, w którym prymas Polski określa łączenie nacjonalizmu z chrześcijaństwem mianem herezji? Kościół od międzywojnia przebył sporą metamorfozę, której głównym punktem jest oczywiście Sobór Watykański II. Ta odpowiedź nie jest jednak satysfakcjonująca – wszak sobór nie potępił nacjonalizmu a nasilenie antynacjonalistycznych wypowiedzi to kwestia ostatniego czasu. Wydaje się, że wyróżnić można trzy zasadnicze powody, dla których ludzie Kościoła decydują się na krytykę nacjonalizmu.

Względy ideowe. Jak wiadomo nie od dziś, Kościół posiada swoją liberalną odnogę, która sama chce siebie określać Kościołem otwartym. W Polsce jest ona jeszcze stosunkowo słaba (przynajmniej w porównaniu z Zachodem), niemniej istnieje i chętnie przyłącza się do nagonki inicjowanej przez inne, pobratymcze im zresztą świeckie środowiska liberalno-lewicowe. Ów Kościół otwarty to m.in. Tygodnik Powszechny, Znak, Więzi czy jezuicki portal Deon. Mają oni również pewne wpływy wśród kleru czy episkopatu (np. bp Ryś). To środowisko bez wątpienia zwalcza nacjonalizm ze szczerego przekonania. Oni widzą docelowo Kościół jako liberalne zrzeszenie obrońców praw człowieka, podlane wybiórczo rozumianymi wartościami ewangelicznymi i przyprawione ledwie szczyptą duchowości. Daleko im do Kościoła głoszącego jedyną Prawdę i stawiającego wymagania. Nic dziwnego, że nie darzą sympatią nacjonalistów (i vice versa).

Koniunkturalizm

Kościół, jak każda organizacja w zdemokratyzowanej rzeczywistości, musi zabiegać o wizerunek. Wydaje się, że niektórzy ludzie Kościoła idą w tym jednak zbyt daleko i chcąc przypodobać się dzisiejszemu światu, odtrącają tych, za których muszą się tłumaczyć czy wstydzić. Przybiera to formę koniunkturalizmu i odnosi się nie tylko do chęci uniknięcia krytyki ze strony obozu liberalnego. Nie jest tajemnicą, że wielu hierarchów jest przyjaźnie ustosunkowanych z aktualnie rządzącym środowiskiem. Nie można wykluczać, że odcinanie się od „radykalizmu z prawa” wynika niekiedy z chęci podtrzymania dobrych relacji z obozem władzy.

Ignorancja.

Czytając niektóre wypowiedzi hierarchii kościelnej trudno nie odnieść wrażenia, że problemem nie jest ich stosunek do istoty nacjonalizmu (a więc stawiania narodu na pierwszym, po Bogu, miejscu) ale raczej panujące zamieszanie pojęciowe. Nie oszukujmy się, słowo „nacjonalizm” wciąż przez większość społeczeństwa postrzegane jest negatywnie i jeszcze sporo czasu musi minąć, by udało się je odkłamać. „Nacjonalizm” kojarzy się z nienawiścią, zbrodniami, pogardą dla innych narodów a mylony jest często z szowinizmem, faszyzmem czy też nazizmem. Prawdopodobnie nie inaczej wygląda świadomość znacznej części kleru, również dobrze wykształconej i wyżej postawionej jego części.

Wnioski z powyższych rozważań są dość optymistyczne. Wydaje się bowiem, że z tej sporej (ale przecież nie dominującej w sposób przygniatający) grupy odcinającej się od nacjonalizmu, dwie z trzech podgrup są „do odzyskania”. Konformistów z czasem być może uda się przekonać, że sojusz z narodowcami nie jest dla Kościoła zagrożeniem a środowiska liberalne są antykatolickie niezależnie, czy Kościół z nacjonalizmem walczy czy współpracuje. Poza tym, młode pokolenie chrześcijańskich nacjonalistów to najwierniejsi synowie i córki Kościoła zdolne do wielu poświęceń i trudu. Odrzucanie ich i piętnowanie, jest nie tylko „nie w porządku”, ale zwyczajnie się nie opłaca. Jeśli zaś chodzi o kategorię ignorantów, to również, dzięki wytężonej i cierpliwej pracy, polegającej na tłumaczeniu i oddolnym lobbingu, wiele można osiągnąć. Oczywiście, kategoria pierwsza – kościół otwarty nie jest i nie będzie parterem do dyskusji czy współpracy. Naszym zadaniem jest roztropne zniechęcanie do tego środowiska tych, którzy znaleźli się w orbicie jego wpływów. Samemu jądru kościoła otwartego, jako kościelnej piątej kolumnie, należy wydać bezwzględną bitwę.

Źródło: https://kierunki.info.pl/2016/09/klara-jaskulska-dlaczego-wspolczesnym-hierarchom-kosciola-drodze-nacjonalizmem/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *